Gwiaździsta eskadra. Amerykańskie skrzydła nad Polską

Juliusz Woźny

Gwiaździsta eskadra
Amerykańskie skrzydła nad Polską

To piękna i wciąż mało znana karta historii. Historii polsko-amerykańskiej.

Merian C. Cooper

Bezkresną równinę przemierza kilka tysięcy jeźdźców. Na głowach budionnówki z czerwoną gwiazdą. To część Konnej Armii Budionnego, która przekroczyła granicę Polski i zmierza na zachód, ku Warszawie. W pobliżu płonie wieś. Pod ścianą stodoły sołdaci rozstrzeliwują chłopów, między chałupami biegnie dziewczyna, ścigana przez kilku pijanych budionnowców. Nagle zza horyzontu nadlatują dwa samoloty. Na burtach charakterystyczny znak – skrzyżowane kosy i krakuska w kręgu niebieskich gwiazd. Samoloty błyskawicznie zniżają lot, ich skrzydła niemal dotykają końskich łbów. Zaczynają terkotać  maszynowe karabiny pokładowe. Kilkunastu jeźdźców spada z koni, reszta w popłochu rzuca się do ucieczki. „Amierykance, amierykance” krzyczą przerażeni sowieccy.

Życie Meriana C. Coopera to gotowy scenariusz na wielki przebój kinowy. Bohater wojenny, laureat Oscara, a, co dla nas Polaków najważniejsze, żołnierz walczący po naszej stronie w wojnie polsko-bolszewickiej. Prawdziwy niespokojny duch, człowiek, który wiele razy rzucał wyzwanie losowi. A jednocześnie niebywały szczęściarz, bo los, wielokrotnie wystawiony na próbę, niezmiennie mu sprzyjał. W roku 1911 wstąpił do Akademii Marynarki wojennej w Annapolis, ale przełożeni wkrótce mieli dość jego niesubordynacji, uganiania się za dziewczynami oraz dziwacznych poglądów. Młody człowiek bezczelnie twierdził, że w przyszłej wojnie samoloty będą niszczyć nawet największe okręty wojenne. Cooper porzucił szkołę, przełożeni odetchnęli. Po kilku latach brał udział w I wojnie światowej, jako lotnik po stronie Francji. W trakcie walk został strącony przez Niemców i z poparzonymi rękami trafił do niewoli. Z oparzeń Niemcy wyleczyli jeńca we wrocławskim szpitalu, jednak blizny na dłoniach pozostały do końca życia. Po zakończeniu Cooper wojny udał się do Polski, konkretnie do Lwowa.

Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego młody Amerykanin tak interesował się Polską musimy cofnąć się do czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Prapradziadek naszego bohatera, pułkownik John Cooper walczył ramię w ramię z Kazimierzem Pułaskim. Nie tylko walczył – Pułaski i Cooper byli przyjaciółmi. Gdy Polak został śmiertelnie ranny w bitwie pod Savannah, Amerykanin zniósł go z pola bitwy i dwa dni czuwał przy konającym bohaterze. Nad jego grobem John Cooper złożył przysięgę, że gdy nadejdzie czas on, albo któryś z jego potomków, wyruszy do dalekiej Europy walczyć o wolność Polski. Przez kilka generacji pamięć o tym zobowiązaniu była w rodzinie Cooperów przekazywana z ojca na syna. To niezwykłe – tradycja ta trwała wśród potomków Johna Coopera dłużej niż rozbiory Polski. Po 140 latach Merian Cooper postanawiał spłacić dług honorowy i zapragnął walczyć o wolność Polski. Z Lwowa walczącego z Ukraińcami, a potem armią sowiecką przyjechał do Paryża, szalejącego z radości po zwycięskim zakończeniu wojny.

Okładka polskiego wydania komiksu „Gwiaździsta eskadra”, Tekst Julisz Woźny, ilustracje Martin Venter.

Po latach zapisał w swoich wspomnieniach: „Na wschodnim pograniczu Europy – tam pod Lwowem, tam nie było zwycięstwa, nie było tryumfu. Tam była straszna, nierówna, zacięta walka. Wiedziałem, że tam Polska musi się ostatecznie rozprawić ze swoimi wrogami, albo zginąć bezpowrotnie.” Odszukał siedmiu podobnych sobie ryzykantów. Musiał mieć prawdziwy zapał i charyzmę. Gdy ośmiu Amerykanów stanęło przed Piłsudskim z propozycją walki „za naszą i waszą”, Komendant miał wątpliwości. Sądził, że to kilku lekkomyślnych poszukiwaczy przygód. „Kowbojów”, jak to określił. Był pewien, że niewiele z nich będzie pożytku, jednak przekonał go zapał Meriana Coopera i ostatecznie zgodził się na włączenie Amerykanów do polskich sił zbrojnych. Piłsudski zrobił natomiast na Cooperze ogromne wrażenie. Pisał po latach: „Po dziś dzień mam jeszcze w pamięci to silne, stalowe wejrzenie jego przenikliwych oczu, spod ciężkich brwi, gdy nas pożegnał.”

Amerykanie swoimi wyczynami na froncie szybko przekonali do siebie Marszałka. Nie chodziło tylko o ich męstwo, ale też o informacje, jakich dostarczali dzięki lotom zwiadowczym. Informacji o znaczeniu strategicznym. O odwadze Amerykanów bolszewicy przekonali się szybko na własnej skórze. Lotnicy zza oceanu mieli zwyczaj atakować kawalerię Budionnego lecąc bardzo nisko, skrzydłami niemal dotykając końskich łbów. Dlatego pociski z pokładowych karabinów maszynowych zwykle trafiały w cel. Nienawiść sowietów do amerykanów była ogromna. Jednego z przyjaciół Coopera, który przeżył strącenie myśliwca, rozsiekali szablami. Podobny los mógł spotkać także samego Coopera. Celna seria z taczanki uszkodziła samolot Amerykanina. Pilot szczęśliwe przeżył. Gdy zobaczył zbliżających się rozjuszonych bolszewików, pokazał im pokryte bliznami ręce i zaczął tłumaczyć, że jest robotnikiem, przymusowo wcielonym do wojska. Musiał być przekonujący, bo skazano go jedynie na pobyt w odległym obozie jenieckim i zmuszono do naprawy oraz odśnieżenia torów kolejowych. Cooper po raz kolejny rzucił wyzwanie losowi. Wraz z dwoma polskimi oficerami uciekł z niewoli i podczas mroźnej rosyjskiej zimy przedarł się pieszo do odległej o 700 kilometrów Estonii.

Znaczenie czynów amerykańskich bohaterów dla podbudowy morale żołnierzy polskich było ogromne. Pamiętajmy, że Polska walczyła z okrutnym wrogiem niemal w zupełnym osamotnieniu. Pamięć o tym, co zrobili dla Polski była żywa przez całe dwudziestolecie międzywojenne. W roku 1930 odbyła się premiera filmu „Gwiaździsta eskadra”. To była najdroższa superprodukcja polskiego kina międzywojennego. Obok pełnych rozmachu scen batalistycznych w filmie znalazł się wątek miłosny, opowiadający o uczuciu amerykańskiego pilota do pięknej Polki. Dzieło wzbudziło wściekłość władz radzieckich. Po wkroczeniu do Polski podczas drugiej wojny światowej sowieci zarekwirowali wszystkie kopie filmu. Do dziś nie wiadomo czy zniszczyli wszystkie, czy też w rosyjskich archiwach zachowała się jakaś kopia filmu…

Komiks „Gwiaździsta eskadra” został wydany także w języku angielskim.

Warto przypomnieć, że emblemat, który ozdobił burty samolotów „gwiaździstej eskadry” zaprojektował kolega Coopera, Elliot Chees. Znalazły się tam kosy, czapka krakuska – nawiązanie do Kościuszki i jego kosynierów oraz gwiazdy z amerykańskiego sztandaru. Ten symbol po latach wymalowano na myśliwcach polskich lotników walczących z Niemcami podczas bitwy o Anglię.

Amerykańscy lotnicy byli bardzo popularni na terenach, na których walczyli. Do ich ulubionych rozrywek należało straszenie kąpiących się w rzekach dziewcząt. Nadlatywali nisko na wodę, a dziewczyny w stroju Ewy uciekały w rzeki. Potem często zjawiali się w tym samy miejscu nad rzeką spędzając urocze chwile przy ogniskach na śpiewie i tańcach. Cooper w swych pamiętnikach jeszcze po latach wspominał z podziwem urodę kresowych piękności. Twierdził, że był to najpiękniejszy okres w jego życiu.

Piloci zza oceanu, którzy zginęli podczas wojny polsko-sowieckiej, spoczęli na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Podczas uroczystości pogrzebowych nad ich mogiłą padły słowa, że Polska zawsze będzie o nich pamiętać, a na ich mogile każdej wiosny zakwitną kwiaty. Tak było do momentu, gdy do Lwowa wkroczyli sowieci. Po wojnie pamięć o bohaterskich lotnikach była ukrywana. W roku 1972 na Cmentarz Obrońców Lwowa wjechały… czołgi z czerwona gwiazdą. Nie, nie buldożery – władze sowieckie postanowiły zademonstrować całemu światu, że ostatecznie zwyciężyły bezczelnych Polaków, którzy w 1918 roku udaremnili przeniesienie „płomienia rewolucji” do Europy Zachodniej. Gąsienice sowieckich czołgów zdewastowały także mogiłę amerykańskich  lotników. Cooper zmarł rok później. Nie wiadomo czy dotarła do niego informacja o zemście Armii Czerwonej…

Merian Cooper po powrocie do ojczyzny zaczął pracować jako reporter. Realizował filmy dokumentalne z odległych części świata. Zafascynowany życiem goryli w Kongo napisał scenariusz, a następnie wyreżyserował słynnego w dziejach kinematografii światowej „King Konga”. Sam pilotował samolot, który seriami z karabinów pokładowych strącił z dachu wieżowca olbrzymią małpę. Brał udział jako reżyser, scenarzysta lub producent w realizacji ponad 60 filmów. Z jego inicjatywy powstał duet taneczny wszech czasów – Ginger i Fred. Jego imię znalazło się w Alei Gwiazd w Hollywood. A przygoda z lotnictwem trwała nadal – pieniądze zarobione z show biznesie Cooper zainwestował w przemysł lotniczy i został dyrektorem Pan Am. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne utrzymywał żywe związki z Polską. Został członkiem Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, wspierał akcje zbierania funduszy na rzecz inwalidów wojennych w Polsce. Po ataku Niemców i Sowietów na Polskę w roku 1939 zorganizował koncert charytatywny, z którego dochód został przekazany walczącej Rzeczpospolitej. Później będąc z Anglii nawiązał kontakt w pilotami z dywizjonu 303, a po wojnie wspomagał przybywających do Stanów Zjednoczonych polskich pilotów. Zobowiązanie zaciągnięte przez prapradziadka zostało spłacone z nawiązką…

Wspaniała historia Meriana Coopera zainspirowała mnie do stworzenia wspólnie z Martinem Venterem komiksu „Gwiaździsta eskadra”. Poprzednio wydaliśmy wspólnie komiks „Zryw”, opowiadający o Solidarności Walczącej. Premiera „Gwiaździstej eskadra” odbyła się podczas pikniku historycznego w Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu 19 i 20 sierpnia 2017 roku. W kinie plenerowym odbył się seans filmu „King Kong” z 1933 r. Jedną z atrakcji pikniku była kilkumetrowa postać King Konga. Do udziału w imprezie zaproszono żołnierzy polskich i amerykańskich stacjonujących na Dolnym Śląsku. Ozdobą pikniku w roku 2018 będzie makieta samolotu, który Merian Cooper pilotował walcząc o wolność Polski.

Juliusz Woźny

Leave a Comment