Metafizyka prosto z komputera

Henryk Jurewicz

Artykuł ten nie jest z gatunku science fiction. Nakłady na wdrażanie sztucznej inteligencji rosną wykładniczo. Zdaniem instytutu Gartnera segment sztucznej inteligencji wygeneruje globalnie około 2,9 biliona dolarów wartości biznesowej do roku 2021.

 

Definicje sztucznej inteligencji AI (Artificial Intelligence) zmieniają się w zależności od obszaru działania. Oto dwa przykłady, które jednak wcale nie ułatwiają mi zadania:

• maszyny i programy komputerowe zdolne do realizacji wybranych funkcji umysłu i ludzkich zmysłów niepoddające się numerycznej algorytmizacji (Wikipedia);

• “…wiedza o człowieku, która jest poza człowiekiem, a która uczestniczy w produkcji i dostarczaniu mu przedmiotów i przeżyć zaspokajających jego potrzeby…” (Jacek Dukaj, pisarz s.f, Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej, 4.11.17);

Najogólniej z AI mamy do czynienia wtedy, kiedy maszyna staje się mądrzejsza od człowieka, choćby tylko na jakimś wycinku działania – i uczy się tego sama. Nie sprawniejsza – do tego starczą zwykłe mechanizmy – a mądrzejsza, bardziej inteligentna. O ile inteligentniejsza? A to nie zawsze jest jasne.

Do pewnego momentu komputer był tylko sprawnym narzędziem elektroniczno-mechanicznym, które robiło to, co mu szczegółowo rozpisano – i tylko tyle. Jak każde narzędzie mogło być użyte pożytecznie albo zbrodniczo, ale zawsze wg. intencji użytkownika. To już przeszłość. Teraz komputer uczy się sam, jakim sposobem problem rozwiązać, sam podejmuje decyzje, dysponując krótkim zbiorem zasad lub treningiem. Sięga szerzej: do strategii, których programista-konstruktor przewidzieć nawet nie umiał. Jeśli operator nie zażąda, to nie dowie się, w jaki sposób problem został rozwiązany.

Kilka przykładów prosto spod ręki:

• Edytowanie tekstów. Artykuł ten dyktuję na przestarzałym tablecie, wykorzystując googlowski program Docs. Program ten (darmowy), nie dość że posługuje się bezbłędną polską ortografią, to jeszcze potrafi rozpoznać nazwy własne i nazwiska osób, wyróżniając je dużymi literami. Na koniec poleciłem ocenienie całego tekstu pod względem ortograficznym i stylistycznym. Program kazał mi poprawić beztekstowo na bez tekstowo. Nie chciałem się z tym zgodzić, ale Wikipedia wyjaśniła, że razem pisze się tylko przysłówki odprzymiotnikowe. W wersji Pro (płatnej) program może sprawdzić “elokwencję” tekstu i czy nie popełniłem gdzieś plagiatu. Klawiaturę i myszkę już wynoszę do piwnicy.

• Tłumaczenia. W ostatnich miesiącach jakość i szybkość googlowskich tłumaczeń językowych bardzo wzrosła. Smartfony tłumaczą rozmowy bez tekstowo. W Japonii powstaje słownik piesko-ludzki, kocio-ludzki, tłumaczący język ciała, dźwięki i zapachy tych naszych przyjaciół na ludzkie pojęcia.

• Rozpoznawanie twarzy. Rozpoznawanie nastroju partnera po oczach, minie i ruchach. Jak dotąd potrafiły to jedynie kobiety i zwierzęta domowe.

• Określanie stopnia prawdopodobieństwa (10%, 50%, 90%?) dla jakiegoś dowolnego wydarzenia w przyszłości, np. wojny, epidemii albo …zakochania się. (Wróżki, na bezrobocie!)

• Komunikowanie się ze sobą przedmiotów i urządzeń bez wiedzy człowieka.

• Gry. Wystarczy podać komputerowi zasady gry, by nauczył się on grać tak dobrze, że żaden człowiek już z nim nigdy nie wygra.

• Programowanie. Googlowski projekt algorytmowy AutoML stworzył nową, ulepszoną wersję samego siebie, bardziej wydajną od najlepszych systemów opracowanych przez człowieka.

Systemy informatyczne (Google, Microsoft, Amazon), transport, polityka, zarządzanie, produkcja, handel – wszystko! – lawinowo wprowadzają AI. Ona jest już wszędzie. Nikt nikogo nie pyta o pozwolenie, bo nie musi. Kupić sobie nowy software a potem go używać, może każdy. Przejście na AI odbywa się najczęściej po cichu i za darmo. Zauważamy dopiero skutki, najczęściej skokowo rewelacyjne. 

Ponieważ Istota postępu kryje się w oprogramowaniu, a w mniejszym stopniu w samych komputerach, wymiany wymaga tylko najstarszy sprzęt, więc przejście to jest natychmiastowe i tanie.

Programy z AI to pierwszy etap robotycznej rewolucji naszego życia, prowadzącej do takich rezultatów jak: potanienie wszelkiego rodzaju usług, wprowadzenie pensji obywatelskich, zniesienie konieczności pracy, itp. Roboty maszynowe pracują dla nas od dawna, ale teraz AI daje im tego właściwego “kopa” rozwojowego.

Jeśli jest tak dobrze, to co jest źle… Gdzie jest ukryty haczyk, ukryte koszty? Jeśli tak wiele zyskujemy, to czy jest coś, co przy okazji tracimy?

Fachowcy twierdzą, że niebezpieczeństwo jest przeogromne, większe nawet niż przy manipulowaniu genami, ponieważ obejmuje wszystkie zakresy działalności ludzkiej. Stephen Hawking (astrofizyk, filozof, członek Papieskiej Akademii Nauk): “W ciągu 100 lat sztuczna inteligencja przejmie władzę nad światem.”; Dwa lata temu Bill Gates wyraził zdumienie, że są ludzie, u których AI nie budzi niepokoju. Jego zdaniem super inteligentna maszyna mogłaby wymknąć się spod kontroli twórców.

Zagrożenie pochodzi z umożliwienia komputerom dokonywania działań niekontrolowanych przez operatora – mu nieznanych, nieprzewidywalnych, niewyobrażalnych. Jest więc się czego bać! I jest już za późno, by to zatrzymać…

Niektórzy twierdzą, że AI będzie można porównywać do ludzkiej dopiero wtedy, kiedy ta sztuczna posiądzie świadomość i będzie zdolna do empatii. Pewnie będzie zdolna, ale może tę empatię kierować według własnych preferencji, niekoniecznie na stworzenia żywe. Pytanie tylko, czy do skutecznego działania świadomość i empatia są potrzebne.

AI już pokonuje człowieka szybkością w działaniu i w podejmowaniu decyzji przy prawie zerowych kosztach. A ma do dyspozycji jeszcze następujące techniki: manipulacje intelektualne (pranie mózgów), inżynieria genetyczna, nanotechnologia i protezy organów. Są to techniki wymyślone przez nas niedawno, kiedy jeszcze zakładaliśmy, że wymyślamy je dla siebie i będziemy zdolni je kontrolować.

Istota ludzka jest skomplikowana: posiada duszę, potrafi wierzyć w Boga. AI, jeśli uzna to za potrzebne, stworzy na roboczo nowe pojęcia, potem sztuczne super-umysły, by radziły sobie z tymi pojęciami – takie specjalne byty, kierujące się zasadami dla nas już zupełnie niezrozumiałymi. Byty te – jako że sztuczne – nie będą natchnione przez Ducha Świętego i nie będą posiadały duszy, ale to niestety będzie dla nich obojętne i jeśli kiedyś “zechcą”, to zniszczą ludzkość razem z jej religiami. Niekoniecznie w sensie unicestwienia – współczesny “jeszcze-człowiek” może zostać przeistoczony w coś innego, np. w cyborga. Sztuczna inteligencja może być ostatnim wynalazkiem ludzkości.

I tak rozważając o AI, znaleźliśmy się w obszarze czystej metafizyki. To przecież w niej zadajemy sobie ontologiczne pytania.

Teologowie wszystkich religii mają problem nieustający: jak strzec swoich wiernych przed fałszywymi bogami, tym razem przed czarem metafizyki sztucznych bytów tworzonych przez komputery. No i najważniejsze: jesteśmy chętni i gotowi do przyjęcia tej metafizyki, bo ona idealnie spina przeszłość-teraźniejszość z przyszłością.

Oceny AI przez różne religie są na ogół ostrożnie optymistyczne i mają wspólny punkt: przede wszystkim nie szkodzić człowiekowi. Ale są i poglądy rozbieżne, na przykład muzułmanie nie zgadzają się na to, by roboty przybierały ludzki kształt. Za to najmądrzej i najładniej odnoszą się do sprawy buddyści: “Budda czuje się równie swobodnie w obwodach komputera, jak na szczycie góry czy wśród płatków kwiatu”.

Watykan nie potępia sztucznej inteligencji, ale też oprócz korzyści widzi w niej zagrożenie dla człowieka, szczególnie w kontekście pustki moralnej pozostawionej przez relatywizm postmodernizmu (sympozjum z inicjatywy Dziedzińca Pogan, lipiec 2017).  Na pewno nie wolno pozwolić robotom, na przykład dronom, na zabijanie ludzi; na pewno też nie można pozwolić naukowcom na sztuczne stwarzanie naturalnego życia (jest już to możliwe). Watykan przestrzega przed dehumanizacją życia. Chociaż w tym jednym aspekcie chyba jest akurat odwrotnie: może właśnie humanizujemy komputery, wyposażając je w to, co do teraz uważaliśmy za istotę człowieczeństwa. Ale dzielenie się z maszyną tym, czym Bóg wyróżnił nasz gatunek we Wszechświecie, też nie może podobać się teologom. Komunikat z tego sympozjum nie sygnalizuje żadnych obaw przed ewentualnym zagrożeniem dla religii, jakie by mogło nadejść ze strony sztucznej inteligencji.

Naukowcy po paru wiekach krzywych spojrzeń w stronę filozofów, zwracają się teraz do nich z prośbą o wybaczenie i o powrót do wspólnych dyskursów. 

Powstały pomostowe działy nauki jak neurofilozofia i kognitywistyka, zajmujące się związkami pomiędzy neuronalnymi procesami w mózgu a świadomymi przeżyciami, badające lokalizacje i mechanizmy myślenia, odczuwania i uniesień metafizycznych. Na całe szczęście wszelkie próby opisania religii jako zjawiska naturalnego spotykają się nieodmiennie z obojętnością ludzi pobożnych.

Istnieje opinia, że człowiek nie będzie umiał jakiejkolwiek wyższej inteligencji odróżnić od Boga, gdy już się na nią natknie, bo natychmiast ulokuje ją na poziomie metafizyki. W obecnej chwili dotarliśmy właśnie do takiej sytuacji. Z tą różnicą, że zamiast poszukać obcej inteligencji daleko w Kosmosie, zbudowaliśmy ją sobie tutaj sami. Pojawienie się takiej konkurencji powinno u teologów wzbudzić poważne zaniepokojenie.

Tak jest teraz, a za chwilę rozpowszechnią się komputery kwantowe, znajdujące się obecnie w fazie w eksploatacji eksperymentalnej. Wyobrażenie efektów wspólnej ich pracy razem z AI przerasta moje możliwości.

Ale nie Raya Kurzweila, wizjonera i pioniera, autora bestsellera “Jak stworzyć umysł”. Obecnie Kurzweil wdraża inteligentne mechanizmy do Google’a. Jego zdaniem niebawem pojawi się możliwość połączenia ludzkiego mózgu bezpośrednio do internetu. Nasze myśli będą znajdowały się w chmurze, oczywiście z pełnym dostępem. Jego hipoteza zakłada, że będzie to możliwe dzięki nanorobotom w ciągu najbliższych 15 lat.

Na marginesie: dożyliśmy czasów, kiedy komputer możemy w uprawniony sposób nazywać sztucznym mózgiem (nareszcie!?).

Piwo postawię – i to duże – temu, kto dziesięć lat wcześniej przepowiadał, że nie trzeba bać się ani terrorystów, dyktatorów, bomb, chemii, ani zarazy tylko jakiejś grupki matematyków-programistów w skromnych garniturkach, których jedynym niewinnym celem było przyspieszenie pracy swojego narzędzia. Znów efekt motyla!

Skoro jest tak źle, to czy jest jakaś nadzieja? Tyle razy straszono końcem świata, kometą, ptasią grypą, ociepleniem klimatu czy syndromem 2000, że już tak łatwo nas się nie nabierze. Czy AI naprawdę prowadzi nas do katastrofy?

Tego nie wiemy i tę niewiedzę bierzmy póki co pozytywnie i nie marnujmy czasu. Zespoły Google’a stworzyły niedawno program o nazwie AI Fight Club, służący do nauki walki z zagrożeniami wywołanymi przez jej własny rozwój.

Najważniejsze jest, że zdaliśmy sobie sprawę z samego zaistnienia nowego zagrożenia. Że uruchomiliśmy wyobraźnię. Teraz przede wszystkim trzeba pilnować sztucznej inteligencji przed wariatami, bo tej naturalnej – jak pokazuje historia – chronić przed nimi się nam nie udawało.

Z ostatniej chwili:
Kim Dzon Un: Cyberżołnierze są moją dumą, tak jak broń jądrowa…;
Były szef MON-u, Antoni Macierewicz: Podjąłem (…) decyzję o utworzeniu biura ds. organizacji polskiego wysiłku zbrojnego polskich żołnierzy cybernetycznych, polskiej armii cybernetycznej, polskich oddziałów cybernetycznych…;
Władimir Putin: … ten, kto zostanie liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji, będzie rządził światem…(09.2017).

Pomyślności życzę.

Henryk Jurewicz

Leave a Comment