W poszukiwaniu życia wiecznego

Czy jesteśmy jedynie połączonym według określonego precyzyjnie schematu zbiorem cząstek elementarnych, które po śmierci się rozpadają i są używane do tworzenia jakieś innej materii? Czy jest coś ponad to? Takie pytanie ludzkość stawia sobie, w takiej czy innej formie, prawie od początku swojego istnienia. Wielu filozofów i myślicieli starało się rozwiązać tę zagadkę. Powstało wiele koncepcji na ten temat. Każdy z nas indywidualnie także stawia sobie takie eschatologiczne pytania i każdy ma swoje teorie na ten temat. Odpowiedzi nie są jednak proste ani łatwe. Problemów nie mają chyba jedynie materialiści, którzy za pewnik mają to, iż człowiek to doczesne ciało, a po śmierci czeka go dezintegracja i nicość.

Poglądom materialistów można przeciwstawić doświadczenia ludzi z pogranicza śmierci. Wiele osób, które przeżyło śmierć kliniczną, potwierdza, że życie nie kończy się z wraz z ostatnim oddechem. One są tego pewne. Co prawda deprecjonuje się te doświadczenia, sprowadzając je do tezy, że są wytworem umierającego mózgu, ale jest to mało przekonujące. Zwłaszcza, że niektóre opisy naprawdę trudno podważyć pod względem wiarygodności, a ciężko wytłumaczyć znanymi prawami obowiązującymi we współczesnej nauce. Ale przecież wszystkich zjawisk na pewno jeszcze nie znamy. Być może zatem życie w innej formie po śmierci ciała wynika z jakiegoś nieodkrytego prawa? Nie jest to niemożliwe, zaważywszy na fakt, iż jeszcze w XIX wieku nikt nie miał pojęcia o na przykład fizyce kwantowej, i nie znał praw nią rządzących. Ale to, że ludzie nie znali mechaniki kwantowej nie oznaczało, że jej nie było i nie działała.

Prawa fizyki nie przeczą istnieniu Stworzyciela, istnieniu Boga. On jest bowiem tym Inżynierem, który zaprojektował między innymi ów schemat połączenia najmniejszych cząstek tworzących tak skomplikowany projekt, jakim jest Człowiek. Co więcej, jako Chrześcijanin, wierzę też, a nawet mam pewność, że Bóg objawił nam się w Jezusie Chrystusie. A jak ważny jest Bóg – Człowiek, który zstąpił na Ziemię, można zrozumieć, czytając fragment książki ks. Józef Tischner “Świat ludzkiej nadziei”:
“…To, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania, to przede wszystkim NADZIEJA, nadzieja życia wiecznego. >>Chrystus przyszedł – pisze Camus – aby rozwiązać dwa podstawowe problemy człowieka, śmierci i zła. Bóg – Człowiek cierpi także i to cierpliwie. Ani zło, ani śmierć nie mogą Mu już być przypisywane, ponieważ sam został spotwarzony i uśmiercony. Noc Golgoty ma tylko dlatego znaczenie dla historii ludzkości, ponieważ w jej mrokach boskość, porzucając jaskrawo swe tradycyjne przywileje, przeżyła aż do końca rozpacz i trwogę śmierci. Tak wyjaśnia się „lama sabactani” Chrystusa będącego w agonii. Agonia stanie się lekką, skoro została podjęta przez wieczną nadzieję.<< Jezus przyszedł, aby rozwiązać problem śmierci człowieka i problem zła. Rozwiązanie problemu dokonywało się w milczeniu, poprzez Czyn, a nie poprzez nową teorię. Filozofowie umieją co najwyżej wyjaśnić śmierć, Jezusowi chodziło o to, aby ją zmienić. Jezus dokonał zmiany aksjologii śmierci, dokonał przewrotu w sferze wartościowania śmierci, a to znaczy, że sam wpierw przeżywa ją jako wartość. Śmierć Jezusa była od samego początku pojęta przez Niego jako integralna część dzieła, a nie jako odejście po dokończeniu dzieła. Jezus wybiera śmierć, ponieważ w Jego świadomości śmierć ma sens zbawczy. Polega on na tym, że śmierć jest pomostem przysposabiającym idącego po nim człowieka do nowego życia. Umieranie to widzialny znak niewidzialnych narodzin. Punktem centralnym chrześcijańskiego Objawienia jest wstrząsające stwierdzenie, że właściwym źródłem życia jest śmierć, będąca spotkaniem z Chrystusem w sposób pełny. W śmierci zaczyna się życie, które jest nieustanną, intensywnie przeżywaną teraźniejszością…”.

Alleluja.

Grzegorz Turski

Leave a Comment