Przeszedłem Rubikon III – bliskość

Psychologowie mówią, że kiedy ktoś choruje, wraz z nim, „choruje cała rodzina”. Nie ma szkół, które uczą jak się zachować, kiedy dowiadujemy się, że u  najbliższej nam osoby, zdiagnozowano raka lub inną, ciężką i przewlekłą chorobę.

Jedni robią dobrą minę do złej gry powtarzając sobie i choremu (ale głównie sobie), że wszystko się jakość ułoży. Takie banały, które chorego tylko jeszcze bardziej irytują, bo nie mają one nic wspólnego z pozytywnym myśleniem. Mnie one wyprowadzały wręcz z równowagi, bo wyczuwałem w nich fałsz i swego rodzaju  bezradność emocjonalną skrywającą obawę i niepewność. Jak w tej sytuacji się zachować i co powiedzieć?  Niekiedy miałem ochotę wykrzyknąć – „już nic lepiej nie mówcie”.  Inni zamykają się w sobie, co najczęściej skutkuje głęboką depresją. Jeszcze inni, wybierają najlepszą – z mojego punktu widzenia – opcję, towarzyszą – to właśnie mnie spotkało.

Bo to czego oczekuje chory, w takich chwilach, to bliskości. Niekoniecznie i nie zawsze fizycznej, ale przede wszystkim emocjonalnej. To dla bliskich cholernie trudne. Bo jak reagować, kiedy widzą ojca, syna lub męża wijącego się z niewyobrażalnego bólu. Kiedy każdą komórką swego ciała i duszy, wręcz fizycznie, czują ich cierpienie. Kiedy widzą w ich oczach to nieme pytanie – „co ze mną będzie?”. Czułem to kiedy odchodził mój Tata. Wróciliśmy z długiego spaceru wokół Wyrzyska, mojego rodzinnego miasta. Idąc obok niego widziałem, jak się męczy. Słyszałem z jakim trudem oddycha. Gdy doszliśmy już pod dom, przystanął i patrząc mi w oczy powiedział – „ p….ę, mam już tego dość „. Myślałem wtedy, że mi pęknie serce, bo w mojej pamięci miałem jego obraz jako silnego i energicznego mężczyzny. Górala z krwi i kości.

Potem, kiedy już leżał na oddziale paliatywnym w szpitalu w Pile dzwoniłem do niego codzienne. Nie rozmawialiśmy o chorobie, ale o tym co danego dnia  robiłem. Opowiadałem mu, jak jest w ogrodzie, jak kwitną magnolie, rododendrony. Dzieliłem się wrażeniami ze swoich podróżny. Takie pierdoły. Bo nie o treść tych rozmów chodziło, ale o to, że mogliśmy nawzajem usłyszeć swój głos. I  poczuć przez moment, choć w tak ograniczony sposób, wzajemną bliskość. Od  tamtej chwili już nie tyle modliłem się o zdrowie dla niego, ale o to by mógł spokojnie i bezboleśnie odejść. Zmarł zresztą we śnie.   Myślę, że w czasie swojej choroby właśnie tego potrzebował. By odczuwać moją bliskość. Ja zresztą też.

Od  kiedy choruję na raka wątroby  pomaga mi  myśl, że jest ktoś, kto ze mną współodczuwa. Mój lęk, mój ból. Niekiedy wściekłość lub żal. Rozumie moje irracjonalne napady złości. Zawsze czułem   emocjonalną i uczuciową bliskość  mojej żony. Wiem, niekiedy było to ponad jej siły. Za dnia jeszcze jakoś dawała sobie radę, ale w nocy słyszałem jej płacz. Nigdy nie rozmawialiśmy o  swoich emocjach. Mieliśmy je wypisane na twarzy. Choć starałem się panować nad tymi negatywnymi, one się jej jakość udzielały. Napięcia, które powodowały między nami było niekiedy tak silne, że musiałem wychodzić na taras lub do ogrodu, by się wewnętrznie uspokoić. Sama jednak świadomość, że blisko mnie jest ktoś, kto emanuje miłością i akceptuje mnie bezwarunkowo, dodawała mi otuchy i sił. Jest mi wsparciem każdego dnia. To nie znaczy, że zawsze jest tak „idyllicznie”. O ile jest to właściwe określenie.  Czasami, kiedy już ma dosyć mojego marudzenia lub pomstowania słyszę – „nie możesz się tak zachowywać, bo to mnie dołuje, to mnie rani”. Działa to na mnie jak kubeł zimnej wody i stawia do pionu. Uświadamia mi, że nie jestem „pępkiem świata” , a choroba nie może być usprawiedliwieniem dla zachowań, które mogą zranić najbliższą mi osobę. Ja to nazywam, „temperowaniem egocentryzmu”.

Wychodząc z naszych doświadczeń, napisałem  „ 10 przykazań” dla tych , których najbliżsi zmagają się z rakiem.

1. Bądź wsparciem, przede wszystkim emocjonalnym. Nie uciekaj w rozpacz.
2. Zaakceptuj emocje. Swoje i chorego. Macie prawo do łez.
3. Słuchaj i obserwuj. Jeśli czegoś nie wiesz, pytaj, nie zgaduj.
4. Żyjcie tu i teraz. Cieszcie się każdą chwilą.
5. Organizuj choremu i sobie drobne przyjemności. Na miarę swoich możliwości i potrzeb.
6. Stawiaj choremu granice. Mów otwarcie o tym, co Cię boli i rani w jego zachowaniu.
7. Unikaj powtarzania banałów, np. że „wszystko się ułoży”.
8. Nie rozmawiaj w obecności najbliższego/najbliższej o jego chorobie czy stanie zdrowia z innymi. Jeśli musisz się wygadać, rób to dyskretnie.
9. Jeśli wyrazi zgodę, towarzysz mu podczas wizyt u lekarzy lub badań, ale tylko pod tym warunkiem.
10. Dbaj o siebie. O swoje zdrowie fizyczne lub psychiczne. Znajdź czas i sposób by się zrelaksować.

Oczywiście, każda sytuacja, każdy przypadek są inne. Dlatego każdy musi znaleźć swoją drogę.

c.d.n.

Antoni Styrczula

[email protected]

 
Tekst pochodzi z bloga Antoniego Styrczuli blogas24.pl

Autor o sobie: Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.

Leave a Comment