Z Kamilem Nizińskim – modelem i właścicielem Kliniki Przeszczepu Włosów rozmawia Marek Teler

Zdjęcie Kamila Nizińskiego
Kamil Niziński – zdjęcie pochodzi z bloga marekos96.blogspot.com

Kamil Niziński jest pochodzącym spod Wadowic modelem, który działa w branży modowej już od pięciu lat. Brał udział w kampaniach reklamowych Gino Rossi, AVON czy Mustang i wystąpił w kilku teledyskach, a jego wizerunek pojawił się na okładkach książek w Polsce, Chorwacji, Niemczech i Turcji. Jest również twarzą marki garniturów PAWO oraz projektuje modne i wygodne sztyblety we współpracy z marką Domeno. Ponadto właśnie ruszył jego nowy wielki projekt biznesowy – Klinika Przeszczepu Włosów. W wywiadzie Kamil Niziński opowiada o początkach swojej przygody z modelingiem, kulisach świata mody, pracy nad sylwetką, nowo otwartej klinice i planach na przyszłość.

Marek Teler: Zanim zostałeś modelem, zajmowałeś się programowaniem. Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie informatyką?

Kamil Niziński: Na programowanie przerzuciłem się z grafiki komputerowej, bo wcześniej to do niej bardziej mnie ciągnęło. Można powiedzieć, że poniekąd jestem artystą – bardzo lubię estetykę i sam wszystko projektuję. Na początku myślałem, że programowanie to trudna sprawa, ale kiedy poznałem języki programowania, to się wciągnąłem. Zajmowałem się front-endem, PHP i HTML – to taka pierwsza styczność użytkownika z interfejsem.

M.T: Dosyć nietypowe początki, jak na przyszłego modela.

K.N.: Nigdy nie myślałem, że zostanę modelem, bo nie miałem do tego predyspozycji. Ważyłem prawie sto kilogramów, a moje proporcje dalece odbiegały od tych, jakie powinien mieć model. Dzięki mojej narzeczonej schudłem ponad 25 kilo, zeszczuplałem i zacząłem spełniać normy dla modeli. Od tego czasu trzymam się tej branży.

M.T: Kiedy zaczęła się ta Twoja spektakularna przemiana?

K.N.: Kilka lat temu, kiedy moja narzeczona zaczęła studiować dietetykę i zostałem jej królikiem doświadczalnym. Zaczęła na mnie testować wszystkie swoje diety i już pierwsze rezultaty były imponujące. Samo odstawienie słodkich napojów i regularne jedzenie sprawiło, że sporo schudłem.

M.T: Na pewno musiały temu też towarzyszyć ćwiczenia.

K.N.: Dokładnie. Siłownia to było moje hobby, więc na początku chodziłem na nią nawet sześć razy w tygodniu. W późniejszym czasie zamieniłem siłownię na studio EMS. Elektrostymulacja mięśni pozwala oszczędzić sporo czasu, dając równie dobre efekty co zwykła siłownia.

M.T: Na czym to dokładnie polega?

K.N.: To działa w taki sposób, że kamizelka z impulsami elektrycznymi stymuluje twoje mięśnie i zmusza je do intensywniejszej pracy bez obciążania stawów zbędnymi kilogramami. Nie jesteś dzięki temu narażony na żadne uszkodzenia i urazy. Impuls elektryczny dociera do głębokich warstw mięśnia. Dzięki temu spala się zbędny tłuszcz, a ciało staje się smuklejsze.

M.T: Pracujesz jako model już pięć lat. Jaki był dotychczas Twój najważniejszy moment w pracy w modelingu?

K.N.: Na pewno najbardziej zapamiętam wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Będąc tam, poszedłem na pierwszy casting do marki z garniturami i od razu się dostałem. Zrobiłem dwie sesje zdjęciowe i właściciel zaproponował mi, żebym został twarzą jego marki. Kończyła mi się jednak wiza i musiałem wracać do Polski. Od ponad roku staram się o wizę pracowniczą, żeby móc tam polecieć i legalnie pracować z firmami z USA. Dostaję ciągle o zapytania o moją osobę, ale na ten moment mam tylko wizę turystyczną. Dwa miesiące temu była w Polsce przedstawicielka mojej agencji w Miami i powiedziała mi, że inni zagraniczni modele też mają problem z uzyskaniem wizy po zmianie władzy. Aktualnie pracują nad tym prawnicy z agencji.

M.T: Odnosisz jednak ogromne sukcesy na polskim rynku, a Twoja twarz pojawia się dosłownie wszędzie – w kampaniach reklamowych, teledyskach czy na okładkach książek. Nie masz poczucia, że nie do końca masz kontrolę nad wykorzystaniem swojego wizerunku?

K.N.: Zawsze wiem z kim pracuję i gdzie zostaną użyte moje zdjęcia. Przy każdej produkcji podpisywana jest umowa, która wyraźnie określa prawa do wykorzystywania mojego wizerunku. Niestety zdarza się, że moje zdjęcia są wykorzystywane nielegalnie przez różne firmy, a także używane na portalach randkowych przez fikcyjne konta. Takie zachowania wiążą się z konsekwencjami prawnymi i dużymi karami finansowymi.

M.T: A czy ludzie rozpoznają Cię na ulicy? Pojawiłeś się między innymi na okładce głośnej książki „365 dni” Blanki Lipińskiej.

K.N.: Po premierze tej książki, która była bardzo mocno promowana, widzę, że ludzie mnie rozpoznają – mówią na mnie „Massimo” czy „polski Grey” (śmiech). Jest to miłe. Wiem, że ma być ekranizacja tego bestsellera i dostaje zapytania o to, czy ja zagram głównego bohatera, ale niestety nie jestem aktorem.

M.T: Masz zapędy aktorskie? Miałeś jakieś propozycje w tym temacie?

K.N.: Nigdy nie miałem zlecenia aktorskiego. Jeżeli gram w reklamach, to nie ma tam scen mówionych. Gdybym chciał próbować sił w filmie, musiałbym najpierw popracować nad dykcją.

M.T: Pojawiłeś się w teledyskach do „Summer Love” Alicji Ruchały, „Never Go Away” C-BooLa i „Będę tylko twoja” Camasutry. Jak wspominasz swoją pracę na planach tych klipów?

K.N.: Zawsze pracę na planie wspominam bardzo dobrze. Wszyscy się dogadują i ciężko pracują, bo każdy chce stworzyć coś fajnego. Chyba nigdy nie miałem planu, który źle bym kojarzył czy wspominał. Zresztą kiedy przychodzę do ludzi, to staram się przekazywać im pozytywną energię. Mimo że czasem trzeba zaczynać plan o 4 czy 5 rano lub praca trwa od późnego wieczora do ranka, to staram się być zawsze pozytywnie nastawiony. To bardzo mocno wpływa na efekt końcowy, jakim są teledyski czy zdjęcia.

M.T: W czasie jednej z kampanii reklamowych miałeś okazję pracować z Małgorzatą Kożuchowską. Jak wyglądała ta współpraca?

K.N.: Zawsze się stresuję, kiedy mam pracować ze znaną osobą/celebrytą, bo nigdy nie wiem, jak taka osoba się zachowa w stosunku do mnie. Po współpracy z panią Małgorzatą widzę, że jest ona bardzo miłą kobietą. Zresztą, jak można było zobaczyć na jednym z katalogów AVON, wyszła nam całkiem ładna okładka. Zdjęcia, z tego co pamiętam, robiliśmy niecałą godzinę, stojąc praktycznie cały czas w tej samej pozycji.

M.T: To i tak dość krótko, biorąc pod uwagę, że takie sesje trwają czasem nawet kilka godzin.

K.N.: Najczęściej praca wygląda tak, że pracuje się na planie minimum osiem godzin. Jeżeli są jakieś nagrania, reklamy wideo, to dochodzi nawet do dziesięciu godzin i więcej. Jest to spowodowane tym, że do każdej sceny kręci się duble, różne ujęcia, kadry bliższe i dalsze, a potem wychodzi kilkusekundowa reklama (śmiech).

M.T: Na pewno to uczy dużo cierpliwości…

K.N.: Jeżeli ktoś chce pracować w modelingu czy robić zlecenia aktorskie i reklamowe, to cierpliwość jest cechą konieczną.

M.T: Masz agencje w Polsce, Norwegii, Turcji, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Czy faktycznie przekłada się to na znacznie większą ilość zleceń?

K.N.: Tak. Każda agencja ma swoich klientów i obsługuje swój region/kraj. W niektórych krajach mam po kilka agencji np. w Niemczech mam osobne agencje we Frankfurcie i w Hamburgu. Najwięcej zleceń spływa do mnie ze Skandynawii i latam tam dość często.

M.T: A które miejsce na świecie najbardziej Ci się podoba?

K.N.: Tych miejsc, które najbardziej chciałbym odwiedzić, jeszcze nie odwiedziłem. Pod koniec zeszłego roku mieliśmy lecieć z narzeczoną do Tajlandii, co jest moim marzeniem, ale niestety nie udało się. Wszystkie plany urlopowe przekładamy, ponieważ trzeba zamknąć temat remontu mieszkania i kliniki. Z miejsc, w których byłem, bardzo podobają mi się Włochy – mają bardzo dobre jedzenie i jest tam ciepło i klimatycznie. Nie da się jednak tego porównać z Miami. Wszystko jest tam wielkie. Dużo bogactwa, ale zarazem duży przeskok – są ludzie bardzo bogaci, ale i bardzo biedni, co zresztą widać na ulicach.

M.T: Twoje zlecenia obejmują przede wszystkim kampanie reklamowe i sesje zdjęciowe. Bardzo rzadko można Cię zobaczyć na wybiegu.

K.N.: Nie kręcą mnie wybiegi, chociaż dostaję propozycje pokazów. Jak ktoś znajomy mnie poprosi lub propozycja jest naprawdę nie do odrzucenia, to idę w pokazie. Jakiś czas temu szedłem na przykład w pokazie Van Graafa. Przede wszystkim jednak lubię zdjęcia i wideo, ponieważ są trwałe. Sam pewnie wiesz, jak wygląda pokaz – to dzieje się szybko, 10 minut i po wszystkim.

M.T: Dzięki temu, że zacząłeś karierę w modelingu dużo później niż przeciętni modele, uniknąłeś chyba zmanierowania, które cechuje niektórych Twoich kolegów z branży.

K.N.: Możliwe, że byłem już dojrzalszy niż reszta, kiedy wszedłem do branży, i przez to nie uważam się za kogoś lepszego. Przede wszystkim zawsze jestem sobą i traktuję wszystkich z szacunkiem.

M.T: Nie masz żadnych celebryckich zapędów?

K.N.: Nie pcham się na ścianki. Jeżeli ktoś mnie zaprosi, to przyjdę. Nie zawsze mam czas, bo ważniejsze jest dla mnie spędzanie go z rodziną, ale kiedy mogę, to staram się pojawiać. Szczerze mówiąc, nie kręci mnie takie życie na tyle, żebym za wszelką cenę chciał pojawiać się na wszystkich eventach.

M.T: Twoim nowym przedsięwzięciem jest Klinika Przeszczepu Włosów. Wielu mężczyzn reaguje na pomysł przeszczepiania włosów śmiechem, strachem czy obrzydzeniem. Mógłbyś jakoś odczarować te mity wokół przeszczepów?

K.N.: Kiedy rozmawiam z ludźmi i mówię im, czym zajmuje się moja klinika, to raczej są tym zaciekawieni. Zauważyłem, że nadal kojarzą oni przeszczep włosów z wycinaniem kawałka skóry z tyłu głowy, co jest dla mnie obrzydliwe. Nigdy bym się czegoś takiego nie podjął i również nikomu bym nie proponował takiego rozwiązania, przede wszystkim dlatego, że po takim zabiegu często są komplikacje.

M.T: Jak rozumiem, to są już przestarzałe metody.

K.N.: Ale do tej pory używane. Ta metoda STRIP polega na wycięciu kawałka skóry, przez co pacjentowi zostaje ogromna blizna z tyłu głowy. Chcąc otworzyć mój biznes, latałem po różnych klinikach w Europie, orientowałem się jak wyglądają różne zabiegi transplantacji włosów. W Londynie spotkałem dyrektora kliniki, który miał robiony przeszczep włosów tą metodą. Powiedział, że po 20 latach od zabiegu do tej pory ma problemy – czasem boli go głowa i nie może spać. Nie wiadomo, jakie nerwy mogą zostać przy takim zabiegu uszkodzone.

M.T: U Ciebie to jest na znacznie wyższym poziomie?

K.N.: Najnowocześniejsza technologia z USA. Automatyczny robot przeszczepia włosek po włosku, nie zostawiając żadnych widocznych blizn na głowie pacjenta. Zabieg jest całkowicie bezpieczny, bezbolesny i co najważniejsze trwały.

M.T: Ty jeszcze nie musisz z takiej usługi korzystać…

K.N.: Najlepsze jest to, że przeszczepianiem włosów zainteresowałem się właśnie ze względu na siebie, bo widziałem ten problem u mojego ojca i dziadka – łysieli androgenowo. Przerzedziły im się włosy i zrobiły się zakola. Przestraszyłem się i stwierdziłem, że już teraz muszę zabezpieczyć się na przyszłość. Szukałem kliniki do współpracy, jednak nie znalazłem nic konkretnego. Z myślą o pobudzeniu włosów testowałem na sobie komórki macierzyste i widzę, że jest efekt tego zabiegu.

M.T: Mógłbyś dokładniej opisać jak to wszystko wygląda w waszej klinice?

K.N.: Ruszyliśmy z przeszczepami 1 marca. Jako jedyni na Europę Wschodnią posiadamy najnowszego robota do przeszczepiania włosów ARTAS. Nasz jest trzeci w Polsce i pierwszy w Warszawie. Podczas zabiegu podawane jest znieczulenie miejscowe, więc cały zabieg jest bezbolesny. Robot pobiera włosy z tyłu głowy, ponieważ włosy z tego obszaru uodpornione są na DHT – łysienie androgenowe. Efekt przeszczepu jest trwały. Zabieg wykonuje się najczęściej raz w życiu, dlatego warto dobrze się zastanowić nad metodą, jaką będzie wykonany. Automatyczny robot sprawdza każdego włosa przed ekstrakcją 60 razy na sekundę, wybierając te najlepsze do przeszczepu. To znacznie lepsze i skuteczniejsze niż metoda ręczna, kiedy doktor pojedynczo wyciąga i przeszczepia włos po włosku.

M.T: Jesteś tam tylko kierownikiem, nie podejmujesz się wykonywania zabiegów?

K.N.: Nie, nie mam do tego kwalifikacji. Jestem tam tylko prezesem (śmiech). Mamy wykwalifikowany zespół pielęgniarek i lekarzy, trychologów i dermatologów. Nasz zespół wie co robi i jest odpowiednio przeszkolony.

M.T: Wspomniałem o Twoim udziale w teledyskach. Jak mógłbyś opisać swój gust muzyczny?

K.N.: Kiedyś byłem zamknięty tylko na amerykański hip hop, ale z biegiem czasu mi się zmieniło i teraz jestem otwarty na każdy rodzaj muzyki, byleby wpadała w ucho. Może poza jakimś disco polo (śmiech).

M.T: Widzę, że masz dwa tatuaże. Czy mają one dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?

Nie, nie mają one głębszego znaczenia. Krzyż mam dlatego, że podoba mi się prostota samego krzyża, a drugi to geometryczna sowa.

M.T: Symbol mądrości…

Może mi trochę dodała! (śmiech)

M.T: Rozwijająca się kariera modela, własny biznes – cały czas idziesz do przodu. Jak widzisz swoją przyszłość?

K.N.: Na pewno najważniejsza jest teraz dla mnie klinika. Chcę ją rozwijać, żeby była najlepszą kliniką przeszczepiającą włosy, przynajmniej we Wschodniej Europie, a na pewno w Polsce. Poza tym produkuję swoje buty i projektuję męską biżuterię. Współpracuję z firmą Domeno z Kalwarii Zebrzydowskiej, której twarzą jest Janusz Panasewicz. Zapraszam wszystkich do śledzenia moich mediów społecznościowych, bo dużo się tam dzieje.

Rozmawiał Marek Teler

Wywiad pochodzi z bloga Marka Telera.

Leave a Comment