Zawód wykonywany – rodzice, cz. 3

Marianna Łacek

Czy każda szkoła jest odpowiednia dla każdego dziecka?

Teoretycznie tak być powinno. Tak jest np. w Finlandii, która cieszy się opinią doskonale zorganizowanego szkolnictwa i najlepszych wyników naucznia. Pewnie z tego powodu zaproszony został do Australii fiński doradca ministra edukacji, dr Pasi Sahlberg. Obejmie on pozycję w Instytucie Edukacji NSW University. W Finlandii szkoły są tylko państwowe. Dobrze opłacani nauczyciele posiadają wysoki status społeczny a ingerencja władz oświatowych w ich pracę ogranicza się do absolutnego minimum. Tam najważniejszy jest uczeń. Zminimalizowana ilość testów powoduje, że uczenie staje się przyjemnością samą w sobie.

W Australii generalnie rzecz biorąc istnieją dwa rodzaje szkół –  publiczne i prywatne. Jednak w każdej z tych kategorii wyróżnia się także wiele rodzajów. W kategorii szkół prywatnych, przy wszystkich prawie parafiach działają szkoły katolickie, podlegające systemowi Katolickiego Departamentu Edukacji. Na poziomie podstawowym są one zwykle koedukacyjne. Szkoły średnie prowadzone są oddzielnie dla chłopców i dla dziewcząt. Chociaż ostatnio coraz więcej katolickich szkół średnich przechodzi na system koedukacyjny. Szczególnie w klasach maturalnych. Zwiększona liczba uczniów stwarza większe możliwości doboru różnych przedmiotów.

Oddzielną kategorię stanowią szkoły niezależne, independent schools. Są one w większości także związane z religiami i kościołami, chociaż luźniej.  Niektóre z prywatnych  szkół określają siebie jako Non-denominational, czyli bezwyznaniowe. W większości szkół niezależnych, od zerówki aż do matury dziewczynki i chłopcy uczą się oddzielnie. Chociaż są też i szkoły koedukacyjne.

Szkoły niezależne, uważane są za elitarne. Mają one swoją długą historię kształcenia wielu pokoleń tych samych znanych australijskich rodzin. Każda prawie szkoła specjalizuje się w jakimś szczególnym kierunku. Są szkoły wybitnie akademickie, szkoły nastawione na osiągnięcia sportowe, kształcące zdolności muzyczne czy teatralne i tym podobne.

Nie trzeba dodawać, że te szkoły są bardzo drogie. Roczna opłata za samą naukę –  czesne wynosi nierzadko ponad 30 tys. dolarów. Dla niektórych rodzin ta suma nie odgrywa żadnej roli, dla innych jest do zaakceptowania, dla wielu natomiast znajduje się  zdecydowanie powyżej możliwości. Tym bardziej, że z pobytem w szkole elitarnej wiążą się także jeszcze dodatkowe koszta.

Niektóre szkoły prywatne oferują uczniom zakwaterowanie –  Są to tak zwane boarding schools. Korzystają z tego nie tylko rodziny mieszkające z dala od skupisk wielkomiejskich, ale także wiele zamożniejszych rodzin, którym obowiązki zawodowe, zaangażowanie w działalność społeczną a nawet życie towarzyskie utrudniałyby normalną opiekę nad dzieckiem w szkole. Oczywiście wiąże się to z niemałą, dodatkową opłatą. Wiele średnio zamożnych rodzin decyduje się jednak ponieść jak najdalej idące poświęcenie, aby tylko swojemu dziecku zapewnić najlepszą z możliwych edukację. Podejmują więc dodatkowe prace, a nawet zapożyczają się, aby synowi czy córce opłacić drogą prywatną szkołę.

Nie chcę być tutaj gołosłowna. Jakiś czas temu spotkałam dawną bliską znajomą, z którą kontakt jakoś się rozluźnił. Ucieszone obydwie przypadkowym spotkaniem postanowiłyśmy zaplanować kolejne. Niestety, nie udało się. Moja znajoma każde popołudnie, a nawet weekendy wypełnione miała pracą zarobkową. – Mąż pracuje na utrzymanie rodziny, powiedziała, a wszystkie moje pieniądze idą na opłacenie szkoły dla syna. Wiesz, że jest w znanej prywatnej ‘boarding school’…

Tak, wiedziałam, ale o wiele później dowiedziałam się, że ten chłopiec nie miał w swojej szkole kolegów. Tylko raz ktoś chciał go zaprosić na parę dni wakacji, ale nie mógł i z tego skorzystać, bo nie posiadał odpowiedniego ekwipunku do jazdy konnej. Do siebie do domu wstydził się  zaprosić któregoś z kolegów, chociaż rodzice mieszkali w wygodnym, dobrze urządzonym domu. Wolę nie komentować jak potoczyło się życie tego chłopca. Takich przykładów można znaleźć wiele.

Dla wybijających się uczniów, szkoły prywatne oferują częściowe, albo nawet całkowite stypendia – akademickie, muzyczne, sportowe i inne. Stypendyści, często z mniej zamożnych rodzin, stają się etykietką szkoły. Jest to bardzo cenna inicjatywa, ale na rodzicach takiego ucznia spoczywa obowiązek szczególnej opieki i wrażliwości, żeby czasem ich wybitne dziecko nie stało się szkolnym kopciuszkiem, dźwigającym odpowiedzialność ponad miarę.

Statystyki pokazują, że ponad połowa rodziców decyduje się posyłać dzieci do szkół publicznych. Co tracą a co zyskują te dzieci i ich rodzice?  

Co tracą a co zyskują rodzice, którzy decydują się na wybór szkoły publicznej?

Szkolnictwo publiczne w Australii podlega Stanowym Ministerstwom Edukacji, tak więc w organizacji szkół mogą istnieć pewne różnice między poszczególnymi stanami. We wszystkich jednak szkołach tak publicznych jak i prywatnych obowiązuje taki sam ramowy program nauczania dwu głównych przedmiotów – języka angielskiego i matematyki.

Czterokrotnie podczas nauki szkolnej sprawdzany jest poziom opanowania  tych przedmiotów. W tym celu uczniowie klas trzecich, piątych, siódmych i dziewiątych odpowiadają na pytania specjalnie opracowanego testu – znanego pod nazwą NAPLAN – National Assessment Program Literacy and Numeracy, czyli Ogólnonarodowy Sprawdzian Umiejętności Czytania Pisania i Matematyki. Do testu NAPLAN siadają wszyscy uczniowie na początku maja.

NAPLAN z założenia nie ma na celu porównywania szkół, a jedynie wskazanie ewentualnych problemów poszczególnych uczniów, w celu zorganizowania wczesnej interwencji. Porównanie jednak nasuwa się samo. Okazuje się, że wyniki jakie uzyskują uczniowie szkół publicznych wcale nie odbiegają od tych ze szkół prywatnych. Często wręcz na odwrót – uczniowie ze szkół publicznych radzą sobie lepiej.

Należy przy tym pamiętać, że lokalne szkoły publiczne nie mają żadnego wpływu na dobór uczniów. Muszą zapewnić miejsce każdemu zamieszkałemu w danym rejonie dziecku. W miarę wolnych miejsc szkoły mogą także przyjmować dzieci spoza określonego rejonu.  Wszystkie szkoły publiczne na poziomie podstawowym są koedukacyjne.

Co niezwykle istotne, a o czym rodzice dowiadują się zwykle za późno, to system opieki nad dziećmi wybitnie uzdolnionymi. W wielu szkołach publicznych wyodrębnione są Opportunity Classes for Talented Children, w skrócie OC . Obejmują one dwa lata nauki – klasę 5 I 6 szkoły podstawowej. Uczniowie przyjmowani są do tych klas na podstawie egzaminu, który odbywa się w lipcu. Egzamin nie obejmuje wszystkich uczniów. Siadają do niego tylko ci nominowani albo przez szkołę, albo przez rodziców.

W ubiegłym roku mniej niż 15% procent dzieci, które przystąpiły do egzaminu OC znalazło miejsce w jednej z tych wyselekcjonowanych klas. Wielu pedagogów zadaje sobie pytanie jaką rolę w przyjęciu do OC odgrywają naturalne zdolności dziecka a na ile pomaga trening jakiemu poddawane są setki dzieci indywidualnie i w prywatnych grupach. Niektórzy rodzice płacą podobno 20 i więcej tysięcy dolarów rocznie za przygotowanie dziecka do takiego egzaminu.

Aby zminimalizować procent dzieci wytrenowanych, które rok rocznie zdaniem ekspertów, zabierają miejsce naturalnie uzdolnionym, w tym roku ma nastąpić zmiana formy egzaminu. Większy nacisk położony będzie na pytania badające inteligencję – IQ questions oraz na swobodę pisania i kreatywność.

Pedagodzy apelują o zwiększenie liczby klas OC tak, aby każde, ponad przeciętnie uzdolnione dziecko znalazło tam dla siebie miejsce. Czym różnią się klasy OC od innych, normalnych klas? Specjalnie przeszkoleni nauczyciele, którzy prowadzą taką klasę przez dwa lata starają się wyjść naprzeciw zdolnościom każdego z dzieci. Chodzi o to, aby przez umiejętne podejście wzbudzać zainteresowanie nauką, kształtować u dziecka  jego wewnętrzną motywację.

To wcale nie oznacza, że zdolne dzieci dostają więcej pracy. One po prostu uczą się inaczej. Nawet jeśli czytają te same lektury, na czym innym polega analiza tekstów literackich. Rozwiązują bardziej zaawansowane problemy matematyczne, obserwują środowisko, interesują się wydarzeniami kulturalnymi i polityką, dyskutują na różne tematy.  Muszę przyznać, że z zainteresowaniem śledziliśmy oboje z mężem proces uczenia się naszych dzieci w tego typu klasach, o których istnieniu i my wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Zdecydowana większość uczniów kończących OC dostaje się do selektywnych szkół średnich. Wielu przechwytują szkoły prywatne, oferując im stypendia.  Miejsc w selektywnych szkołach średnich jest wielokrotnie więcej, niż w OC klasach, dlatego dostają sie tam uczniowie z innych klas szkół publicznych i prywatnych na podstawie egzaminu wstępnego oraz opinii szkoły.

Oprócz wspomnianych selektywnych szkół akademickich, Departament Edukacji oferuje także średnie szkoły specjalistyczne. Do tej grupy należy Conservatorium of Music – średnia szkoła muzyczna, są także szkoły artystyczne – Schools of Performing Arts, szkoły sportowe a także techniczne i rolnicze. Przyjęcie do każdej z tego rodzaju szkół poprzedzone jest odpowiednio ukierunkowanym egzaminem wstępnym.

Nauka w każdej z tych szkół kończy się egzaminem maturalnym, który bez żadnych ograniczeń upoważnia do wstępu na studia uniwersyteckie.

Czym więc kierować się przy wyborze szkoły?.

Mając taką różnorodność szkół, czym kierować się przy podejmowaniu decyzji?

Jeśli możemy sobie pozwolić na szkołę prywatną. Jeśli posłanie tam dziecka nie będzie związane z wyrzeczeniami ponad miarę, oczywiście zróbmy to. Musimy jednak zadbać, aby pobyt w elitarnej szkole nie wypaczył charakteru  naszego dziecka. Środowisko takiej szkoły nie zawsze przygotowuje młodego człowieka do życia w realnym świecie. Nie każdy potrafi sobie potem dać radę przy spotkaniu  z zupełnie inną rzeczywistością, kiedy oczekiwania przerastają możliwości i o wszystko trzeba zadbać samemu.

Jednym z niezaprzeczalnych plusów ukończenia znanej szkoły prywatnej jest  działająca i dobrze zorganizowana sieć byłych absolwentów. Po skończeniu studiów, szukając pracy, szczególnie w konkurencyjnych zawodach, zawsze można liczyć, że znajdzie się ktoś, kto posłuży pomocą i radą, bo kończył tę samą szkołę.

Niesłabnącą popularnością cieszą się szkoły katolickie. Między innymi ze względu na lokalizację, oraz stosunkowo niewielkie czesne. Wśród wielu osób, także Polaków, decydującym czynnikiem przy wyborze szkoły katolickiej staje się wychowanie religijne. I tutaj, niestety, miałabym pewne zastrzeżenia. Szkoła może pomóc, ale szkoła dziecka religijnie nie wychowa. To jest zadanie i odpowiedzialność rodziców. Nie można obwiniać szkoły za to, że młody człowiek po kilkunastu latach pobytu w katolickiej szkole przestał chodzić do kościoła. Należy raczej zapytać siebie, co myśmy zrobili, żeby dać swojemu dziecku przykład i dobre podstawy wychowania religijnego?

Przy decydowaniu się na wybór którejś ze szkół prywatnych – systemowych katolickich, czy szkół niezależnych, nie wolno zapomnieć, że opłata czesnego, to tylko część kosztów edukacji. Im droższa szkoła tym więcej obowiązkowych zajęć pozalekcyjnych, szkolnych obozów i wycieczek, za które płacą rodzice. Nie wspominając już nawet o mundurkach i całym wyposażeniu.

Kolejną kwestią do omówienia jest rodzaj szkoły. Czy wybrać dla dziecka szkołę koedukacyjną, czy też posłać chłopców do szkoły męskiej a dziewczynki do żeńskiej. Ten problem od lat dyskutowany jest w gronie pedagogów. Istnieje opinia, że zarówno chłopcy, jak i dziewczęta osiągają lepsze wyniki, gdy się uczą oddzielnie. Niestety, nie potwierdziły tego wyniki ogólnoaustralijskich testów NAPLAN. Nie zaobserwowano żadnej istotnej różnicy pomiędzy wynikami uczniów ze szkół koedukacyjnych a żeńskich lub męskich.

Musimy jednak pamiętać, że lata spędzone w szkole, to nie tylko gromadzenie wiedzy, ale także intensywny rozwój całej osobowości młodego człowieka.       W rodzinach gdzie są dzieci różnej płci, wybór szkoły nie robi większej różnicy. Już w domu dzieci wzrastają w naturalnym środowisku chłopców i dziewcząt – brat ma kolegów, siostra koleżanki. Oddzielenie ich w szkole może być nawet korzystne. Natomiast w przypadku tylko jednego dziecka, lub kilkorga tej samej płci, czyli samych dziewczynek, albo samych chłopców, sytuacja wygląda inaczej. W takim przypadku dla ogólnego rozwoju dziecka lepiej wybrać szkołę koedukacyjną.

Jeśli jednak z innych względów korzystniejsze wydaje się nam posłanie dziewczynek do szkoły żeńskiej, albo chłopców do męskiej, powinniśmy zadbać o zapewnienie dziecku kontaktów z innymi chłopcami lub dziewczynkami. Można to uzyskać zapisując dziecko na zajęcia pozalekcyjne, a w naszym polskim przypadku do któregoś z zespołów tanecznych czy też do polskiej szkoły, gdzie uczą się wspólnie dziewczęta i chłopcy.

Większość rodziców, którzy wybierają szkołę publiczną wiąże to z nadzieją uzyskania miejsca szkole selektywnej. W rankingu wyników egzaminów maturalnych państwowe szkoły selektywne osiągają bardzo wysokie pozycje, konkurując z najdroższymi szkołami prywatnymi. Jednak i w tych wyselekcjonowanych szkołach, są uczniowie, którzy osiągają słabe wyniki. Najczęściej powód jest jeden – ten rodzaj szkoły nie jest odpowiedni dla danego dziecka.

Dzieje się tak, kiedy średnio zdolny uczeń został dzięki intensywnym korepetycjom przepchnięty przez egzaminy. On już osiągnął szczyt swoich intelektualnych możliwości. W szkole, pomiędzy wieloma błyskotliwymi rówieśnikami czuje się zagubiony. Nie zapomnijmy, że sukces rodzi sukces. Szkoła selektywna nie jest także dla dziecka, któremu brak odporności psychicznej. Taki, nawet bardzo zdolny uczeń, który do tej pory był najlepszy w swojej szkole podstawowej, nagle znajduje się w środowisku gdzie wszyscy są tak samo zdolni i często bardziej przebojowi. Zamyka się w sobie, nawet nie próbując konkurować z innymi.

I tutaj ważną rolę mają do spełnienia rodzice. Nie wystarczy tylko pchać dziecko do nauki. Trzeba pomóc mu wzmocnić się psychicznie. Odkryć jakieś mocne strony jego zdolności, które pozwolą mu zabłysnąć. Możliwości jest bez liku: muzyka, sport, drama, poezja… Dobrze jest pójść do szkoły i porozmawiać z nauczycielami, nie czekając nawet na wywiadówkę – parent teacher night.

Ale najważniejszy problem do omówienia powstaje, kiedy nasze wydaje się być zdolne dziecko, nie dostało się do szkoły selektywnej, a prywatnej po prostu nie bierzemy pod uwagę. Proszę pamiętać, lokalne państwowe szkoły średnie są tak samo dobre. Nawet w szkole uważanej za słabą pod względem akademickim zdolny uczeń tym bardziej otoczony jest troskliwą opieką nauczycieli. Obowiązkiem każdej szkoły jest wprowadzenie specjalnego programu dla dzieci uzdolnionych – Gifted and Talented Program. Z tego rozliczani są dyrektorzy, a oni z kolei rozliczają nauczycieli każdego przedmiotu.

A jeśli się nie dostała czy nie dostał się do szkoły selektywnej, natomiast szkół prywatnych nie bierzemy pod uwagę?

To też nie koniec świata!  Proszę pamiętać, lokalne państwowe szkoły są tak samo dobre. Nawet w szkole uważanej za słabą pod względem akademickim, zdolny uczeń tym bardziej otoczony będzie troskliwą opieką nauczycieli. Obowiązkiem każdej szkoły jest wprowadzenie specjalnego programu dla dzieci uzdolnionych – Gifted and Talented Program oraz programu pomocy dzieciom, które wykazują trudności w jakiejś dziedzinie nauki. Z tego rozliczani są dyrektorzy, a oni z kolei rozliczają nauczycieli każdego przedmiotu. Każdy zdolny uczeń, to potencjalna etykietka szkoły. Należy więc o niego jak najlepiej zadbać. I to szkoły czynią.

Jednym ze sprawdzianów pracy szkoły mogą być wyniki maturalne uczniów. Na początku grudnia każdego roku publikowane są zestawienia ilu maturzystów z danej szkoły uzyskało najwyższą ocenę, w NSW jest to ‘band 6’ czyli szóstka. Porównując to z liczbą maturzystów tworzy się ranking szkół, który również  jest publikowany.

W każdym ze stanów odbywają się ujednolicone egzaminy maturalne. Pod koniec 10 klasy uczniowie wybierają przedmioty, z których zamierzają zdawać maturę. Obowiązkowy jest tylko język angielski. I tutaj, w odróżnieniu od Polski, dobór przedmiotów maturalnych nie ma wpływu na kierunek studiów. Liczy się tylko ostateczny wynik ze zdawanych przedmiotów.

Każdemu dyrektorowi tak szkoły podstawowej, jak i średniej zależy na tym, aby jego uczniowie byli jak najlepiej przygotowani do egzaminów,

Wspomniane już poprzednio ogólnoaustralijskie testy NAPLAN – National Assessment of Program for Literacy and Numeracy, do których przystępują uczniowie klas trzecich, piątych, siódmych i dziewiątych dają doskonały obraz osiągnięć każdej szkoły. Po otrzymaniu wyników tych testów, zespół specjalnie przeszkolonych nauczycieli szczegółowo te wyniki analizuje.

Każdy, uzyskany przez dane dziecko, wynik lepszy od tego sprzed dwu lat, jest uważany przez szkołę i rodziców za sukces. Brak poprawy, lub co gorsza wynik słabszy niż poprzedni jest powodem wnikliwej analizy. Uczniowie, którzy otrzymali niezadawalającą ocenę z którejkolwiek sekcji testu otaczani są w szkole opieką i otrzymują specjalną pomoc. Często do współpracy zaprasza się rodziców, którzy w miarę swoich możliwości pomagają dziecku.

Lata szkoły podstawowej, to dla dziecka okres najbardziej intensywnego rozwoju intelektualnego. Jego umysł porównuje się do gąbki, która jest w stanie wchłonąć niewyobrażalne zasoby wiedzy. Oczywiście nie u wszystkich dzieci proces uczenia się przebiega jednakowo. Jedno dziecko uczy się szybciej, a inne wolniej. Zauważają to nieraz rodzice, którzy mają więcej niż jedno dziecko.

Osobiście znam rodzinę, gdzie młodszy syn był pod wieloma względami przeciwieństwem swojego starszego, zdolnego brata. Ojciec, który pomagał chłopcom odrabiać lekcje z matematyki nie mógł wyjść ze zdumienia, porównując w myślach dwoje swoich dzieci. Nigdy jednak nie dał znać tego po sobie, nigdy nie tracił cierpliwości wyjaśniając i powtarzając młodszemu po wielekroć razy proste, wydawało się problemy. Kiedy rodzina zmieniła miejsce zamieszkania, rodzice postanowili, że chłopiec powtórzy klasę. Nowa szkoła, nowi koledzy, nawet nie zdawał sobie sprawy, że trzecią klasę powtarza. Systematyczna praca rodziców, współpraca ze szkołą, odniosły skutek. Chłopiec zdał maturę, skończył kursy i jest teraz cenionym fachowcem.

Znam też inną sytuację, kiedy młodszy chłopiec często był porównowywany do swojej utalentowanej siostry. On wiedział, że jest bez szans. Nawet nie próbował. Nie pomogli mu także rodzice, przechodzący wówczas małżeński kryzys.  Egzystuje teraz na zasiłku. Jest po prostu nieprzygotowany dożycia.

Każdą sytuację trzeba rozpatrywać indywidualnie. Jedno jest pewne, że dziecko to cenna, jedyna i niepowtarzalna istota. Nie wolno go oceniać tylko pod jednym kątem i bez końca porównywać z innymi.

Tę pogadankę zakończę krótką opowieścią. Mieszkająca na zboczu góry kobieta co rano schodziła do źródełka po wodę. Napełnione wiadra zawieszała na dwu linkach drewnianych nosideł i powoli wracała do swojego domu. Jedno wiadro było nowe i piękne. Drugie niestety miało pęknięcie. Na pierwszy rzut oka nie było nawet tego widać, ale woda z niego wyciekała. W efekcie kobieta przynosiła do domu tylko jedno i pół wiadra wody. Raz zaczepiła ją sąsiadka. – Czy ty nie widzisz, że jedno z twoich wiader jest do niczego? Jest brzydkie i cieknie z niego woda. Powinnaś się go dawno pozbyć albo przynajmniej go schować i nie nosić tak publicznie.

Ty nic nie rozumiesz, odpowiedziała jej kobieta. To wiadro pomaga mi zachować równowagę. Inaczej nie mogłabym unieść tamtego jednego. A poza tym, spójrz na ścieżkę, którą chodzę. Z jednej strony jest tylko sucha, wydeptana ziemia, a z tej drugiej zieleni się trawa i nawet kwitną stokrotki. To dzięki tej wodzie cieknącej z wiadra, które ty uważasz za bezużyteczne i chcesz żebym się go pozbyła, albo przynajmniej nie pokazywała publicznie.

 

Marianna Łacek


Marianna Łacek – absolwentka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, wieloletnia nauczycielka języka polskiego i angielskiego w australijskim szkolnictwie. W r. 2004 otrzymała NSW dyplom ‘Award for Excellence in Teaching’ a rok później oficjalną nominację do ‘National Award for Excellence in Teaching’. W roku 2016 otrzymała Medal Order of Australia (OAM) za swoją działalność pedagogiczną i edukacyjną. Prywatnie jest matką czworga dorosłych, wychowanych i wykształconych w Australii dzieci.

Leave a Comment